Strony

środa, 21 czerwca 2017

Naród Najświętszej Republiki Królestwa KLechistanu...

KLechistańczyk - Watykańczyk, dwa bratanki...    
   
       Bywają rodziny - rody - plemiona  - narody, a w tyglu historii z tego powstawały - powstają - i być może będą jeszcze powstawać państwa. Przestrzeń ziemska jest jednak skończona i na pewno procesy takie będą coraz rzadszymi ewenementami. Przywiduję raczej mądre jednoczenie niż prowadzące do pauperyzacji i izolacji dzielenie...
        Bywały państwa, do których zapędzało się ludzi, ale też bywa odwrotnie - zdarzają się ludzie legalnie i nielegalnie chcący zostać obywatelami konkretnych państw... Takie procesy miały miejsce w Cesarstwie Chińskim oraz Rzymskim i w Związku Radzieckim, w Stanach Zjednoczonych i obecnej nacjonalistycznie zapyziałej i ksenofobicznej Litwie, a nawet - jak się zdaje - w nikomu niepotrzebnym Kosowie...
- Narodowość? - Kosowar... Skrzyżowanie samowara z kosem? Zezowaty [kosy] samowar?
       Bywają ludzie bez państwowej przynależności i państwa...
        Bywają państwa  b e z  obywateli!!!
       - Zaraz...zaraz... Czy nie posunąłem się zbyt  daleko?
       - No a Watykan? - Czy ktoś słyszał o "Watykańczyku"?
       Okazuje się, że mocarstwo to ma znacznie więcej ambasadorów, funkcjonariuszy, szpiegów zbrojnych w sacrum wreszcie niż mieszkańców, a obywateli nie ma wcale... Taki figiel rzeczywistości politycznej.
       Zupełnie inaczej ma się sprawa z trójobywatelskimi KLechistańczykami. Są ich miliony, a wszyscy - utajnieni i jawni jednocześnie, Polakami w jakiejś części są, poddanymi Watykanu się czują mocno, lecz nade wszystko KLechistańczykami będąc, w zawziętość i krańcową nietolerancję w imię swej Jedynie Słusznej Prawdy uzbrojeni, czujący, wyznający i uznający tylko jedną rację, swoją oczywiście, szanujący tylko jedno zdanie - wbite trzodzie do mózgów przez pasterzy, tolerujący u innych tylko jedną słuszną postawę - ich własną, dzierżą wysoko święty naturalnie sztandar, gotowi bić miłosiernie poświęconym oczywiście  drzewcem jego wszystkich, którzy naprzeciw nim choćby przypadkiem staną...
       KLechistańczycy są tworami skończenie doskonałymi - wg jedynie słusznej czyli własnej opinii - a ich wrogowie [czyli ci wszyscy, którzy ich racji nie podzielają] są indywiduami skończenie złymi, czego nawet udowadniać nie trzeba, bo jest to eo ipso oczywiste, skoro oni - KLechistańczycy tak uważają...
     Być KLechistańczykiem, a szczególnie moc zostać Prawdziwym Klechistańczykiem Pierwszego Sortu,  to powód do tak słusznej dumy, że może tylko obywatele Ludowo-Demokratycznej Republiki San Escobaru, czują w przybliżeniu podobną...
       Jest to słuszne, piękne, budujące i dobrze na przyszłość rokujące.

Brak komentarzy: