Strony

środa, 10 grudnia 2014

LOGISTYKA ŚWIAT PRZENIKA

        Chwila odpoczynku od wielu złotych myśli z korzyścią dla jednej złotej myśli
i zdobywającej świat dyscypliny "naukowej" zwanej  l o g i s t y k ą, wg norm której
do wyprodukowania drewnianego krzesła trzeba 41 [słownie czterdziestu jeden] fachowców od menadżera z piętnastoletnim stażem na stanowisku kierowniczym
do sprzedawcy [kreatywnego i z doświadczeniem oraz zaangażowaniem i wizją - jaką do cholery???]... A kiedyś wystarczał analfabeta [bywało] i trunkowy [bywało] stolarzo-cieślo-majsterklepka, a krzesło [bywało]trwało niekiedy ponad sto lat i w tyłek nie uwierało [bywało]...

      Pewien Wielki Rosjanin, ale nie ten podobno chory na raka mózgu, nie ten więc
o którym Państwo myslicie, nie...Dziewiętnastowieczny  Rosjanin Niekrasow w "Komu
na Rusi żyt` choroszo" rzucił slogan - Odin s soszkoj - siemi s łożkoj [Jeden z sochą - siedmiu z łyżkami], a przecież nie wiedział nic o logistyce.
- Oj...czy aby na pewno. Ci "ruscy" tacy nieobliczalni...
    Choć z drugiej strony... U nich tylko siedmiu, u nas pełna dziesiątka! 

   Zaś niektóre idee są tak nieobliczalnie transcendentalne i tak niepodważalnie niepodważalne, ze nawet podważać ich nie warto. Choć próby trwają...

6 komentarzy:

Vulpian de Noulancourt pisze...

Pokazałem zdjęcie małżonce. Śmieje się już z minutę i nie wiem, jak ten homerycki już chyba śmiech zahamować. A co mi tam - niech się śmieje... Tak mało radości we współczesnym świecie.
Pozdrawiam

Nitager pisze...

No tak, tylko ów człowiek wiedział, do kogo mówi i dlatego nie dodał do swoich słów pewnego uzupełnienia, które dla wszystkich jego słuchaczy i jego samego było oczywiste. Sowa te brzmią: "w produkcji masowej".
Stolarz (ten trunkowy) na jedno krzesło potrzebował kilku, lub nawet kilkunastu godzin, jesli było bardzej fikuśne. W produkcji masowej czas cyklu (odstęp czasowy między zejściem z linii produkcyjnej dwu sąsiednich sztuk) liczy się w sekundach.
Na usta ciśnie się zaraz uwaga: "Ale jego krzesło służyło jeszcze wnukom tego, co je kupił!". Cóż, widocznie ten ktoś nie był żonaty. Jakby był, kupowałby meble, które wytrzymają maksymalnie 5 lat - bo co tyle lat żony "już nie mogą patrzeć na te stare graty!". No i żegnaj, nowy samochodzie, trzeba zmienić meble!

Anonimowy pisze...

Dobry wieczór

Polecę Gogolem...

Z siebie samych się śmiejecie!

W pierwszej chwili obrazek wydał mi się zabawny, jednak już w drugiej chwili zauważyłem niepokojące podobieństwo do warunków w moim zakładzie pracy, gdzie wciąż przybywa administracji na którą coraz ciężej robią coraz mniej liczni robotnicy!

Krzysztof z Gdańska

... pisze...

Pozdrawiam Panią Małżonkę. Coś jest jednak "na rzeczy". W dobrze przecież zorganizowanej Holandii sam widziałem taki oto obrazek... Trzej Holendrzy pochodzenia malajskiego leżeli na trawniku z głowami na ło0patach metalowych [!!!], czwarty "filowal" z pagórka [być może w oczekiwaniu na menadżera lub nawet bossa, a piąty spokojnie kopał dół... Poczułem się jak w Polsce.

... pisze...

Nie neguję Twoich wniosków. Mam krzesła sprzed 39 lat, na których wszyscy siadają z przyjemnością, bo są wygodne. Mam takie sprzed roku, które wykonano wg wszelkich zasad ergonomii oraz innych dyscyplin i - jak przypuszczam - krzesło elektryczne w Sing-Sing jest jednak wygodniejsze, bo nie słyszałem, by siadający na nim miał potem jakieś poważniejsze uwagi. A naukowe lub tylko "naukowe" uzasadnianie produkcji bubli i wysokopłatnych etatów dla teoretyków oraz praktyków wątpliwej "pseudonauki" wydaje mi się śmieszne i straszne... Nade wszystko szkodliwe jest w wymiarze społecznym i jednostkowym, gospodarczym i psychicznym. Pozdrawiam.

... pisze...

Krzysztofie z Gdańska.. Ja studiuję z woli kaprysu Losu logistykę [Katedra Zarządzania i... czegoś tam jeszcze], co samo w sobie jest - jak sądzę - niezmiernie głupie i jednocześnie dość ciekawe, niezwykłe i paradoksalnie purnonsensowe, to mnie takie sprawy, zwłaszcza że podbudowane "autorytetami" nie dziwią. Ot - najpierw zostałem magistrem, potem znów, potem dalej, a teraz może zostanę licencjatem [w wieku ewentualnie 76 lat!!!].. Czy to nie piękne??? Mnie śmieszy rysunek - bo bezczelnie prawdziwy, a w świetle teorii logistycznej - pożądany i realny. Natomiast naprawdę choć na smutno bawi mnie jako polonistę język tej pseudonauki - taki osobliwy volapük jeszcze nie angielski, już nie polski - głupi i niepotrzebny, wprowadzany przez wysnobowane "Autorytety Profesorskie", małpowany bezkrytycznie przez młodocianych półdebili po giertychowskich ułatwionych maturach, które to dwudziesto- i paroletnie półdebile [studiujące zaocznie i na rachunek rodzicieli] poza wódką, "dziwkami" i brykami [to ich nie moje słownictwo] nie mają innych tematów i zainteresowań. Mamy więc "processing, kontrolling, inwesting, franczizing, marketing i marczezinderow" [piszę fonetycznie - bo w oryginale jest to bardziej straszne i śmieszne tak samo]...Jest także "gemba" i jest "kanban" oraz wiele innych "NAUKOWYCH TERMINÓW" OBRAZUJĄCYCH PROCES SKOMPLIKOWANEJ PRODUKCJI... WYKAłACZKI [na przykład]. Teraz wyobrażam sobie nawet pracę doktorską na temat budowy i zastosowania kija, którym kiedyś lało się d**ę niesfornemu dziecku. Gogol wysiada, Przyjacielu, przy profesorach, którzy z potrzebnych usług i przydatnego rzemiosła wytwórczego zrobili "Królową Nauk" w drodze masowej komplikacji spraw, rzeczy i czynności prostych. Pozdrawiam.