Strony

czwartek, 25 września 2014

WCZESNOPORANNA CHWILA INTYMNOŚCI

    To była noc, a właściwie jej zwieńczenie - wczesny ranek...
    Weszła mi pod kołdrę...
    Poczułem je podstępną obecność - to rozlewające się od biodra w dół lewego uda ciepło -  zanim się obudziłem...
    Będąc jeszcze we wpółśnie pomyślałem ze zdziwieniem, że przecież nie była przy mnie co najmniej od pół roku i wszystko to mam już poza sobą...
    I nagle - jak uchwyci!
    Jak pociągnie!!!
    Jak nie zacznie rozciągać, tłamsić i jednocześnie zwijać w korkociąg!!!
    Zewnętrzna strona mego uda zmieniła się w  powróz, na którym wieszano ongiś nieprawomyślnych, a temperatura osiągnęła co najmniej wielkość wnętrza gruszki Bessemera...

    O Panie Boże niewierzących!!!
    Przewracać się na prawy bok zacząłem we śnie, ale skończyłem przewrót już zupełnie przebudzony...

    Cholerna rwa kulszowa... Kto jej nie ma - szczęśliwy jest i - na swoje niewyobrażalne szczęście - zupełnie nieświadomy istoty rzeczy... Lumbago przy niej to zaledwie próba nieśmiałej pieszczoty...

    A poza tym - jak mówi Poeta Konstanty i Ildefons:
- Tristis est anima mea,
   usque - jak mówią - ad mortem...
   Oto się jesień zaczęła
i nie ma komu dać w mordę...

    W mordę może by i było komu dać.. Tylko po co? Nie dość, że to męczące, to trzeba potem dodatkowo myć ręce / rękę...
    W tym miejscu pozdrawiam szczególnie serdecznie księdza doktora wikarego Jacka J.  podrzuconego jednej diecezji przez sąsiednią Kurię i przerzucanego przez tąż Kurię po swojej diecezji co tydzień z jednej parafii do innej parafii [nadprodukcja w tym zawodzie jest coraz bardziej widoczna i mamy wśród pasterzy zjawisko ukrytego bezrobocia - mimo owocnego eksportu od tropików do syberyjskich śniegów - przy zmniejszającym się zainteresowaniu jagniąt i dorosłej trzody, może poza egzemplarzami starych tryków i skopów oraz  niekocących się już samic], usiłującego mnie metodą kierowanych ad personam jeremiad, insynuacji i deprecjacji przekopycić na swój kabat...

   Trzeba się zacząć cieplej ubierać...

8 komentarzy:

Stokrotka pisze...

Faktycznie, przykra sprawa. Wyobrażam sobie ten ból...
No i rzeczywiście trzeba się cieplej ubierać.
Życzę zdrowia.
P.S. Ja na razie tylko w towarzystwie niesamowitego kataru przebywam.

Vulpian de Noulancourt pisze...

1. To świadczy o wyższości ischiasu nad lumbago. Co pewien czas zdarza mi się Hexenschuss, ale rwa jest dla mnie zagadką. I może niech tak pozostanie ile tylko się da.
2. Życzę jak najdłuższych interwałów pomiędzy jedną wizytą a drugą.
Pozdrawiam

... pisze...

- "Wyobrażam"? Miła Pani... Z równym powodzeniem ja mógłbym sobie wyobrażać "rozkosze" rodzenia bez znieczuleń i tym podobnych... Pozdrawiam z uśmiechem...

... pisze...

Cała satysfakcja w tym, że - jak mi powiedział zaprzyjaźniony lekarz - lumbago i rwa kulszowa wzajemnie się wykluczają, jak próchnica z paradentozą. Albo - albo... Przyjmuję to "na wiarę"
Pozdrawiam

Nitager pisze...

Miałem kilkakrotnie i szczerze współczuję. Bez kilku zastrzyków nie przejdzie. Ponoć jak już raz się to miało, to będzie człowieka co jakiś czas nachodzić. Dlatego staram się nie siadać na gołej ziemi - bo potem zaraz to czuję.
Ból jest paraliżujący, jakby człowieka przeszył piorun. Kto nie miał, ten nigdy nie potrafi sobie go wyobrazić.

... pisze...

Da się wytrzymać... Gdy się musi i gdy powtarza się to co jakiś czas... Najważniejsze - nie przeciągać się po przebudzeniu. Ja kiedyś nawet z młodym Rosjaninem wytrzymałem w kolejce po chleb [lata przełomu wieków, gdy my wychodziliśmy z socjalizmu, a oni masowo przyjeżdżali do nas handlować tym, co wyszabrowali u siebie], a nie mył się chyba od wczesnego dzieciństwa...
Zdrowia życzę.

Vulpian de Noulancourt pisze...

Wiara czyni cuda. :)
Pozdrawiam

... pisze...

Ha! Co ja słyszę [czytam]? Podobno wiara jest rzeczywiście człowiekowi potrzebna. Jak rybie parasol.
Pozdrawiam...