Strony

niedziela, 10 sierpnia 2014

Majtki Pana Profesora i c.k. Ordnung


       Był sobie Profesor [przez bardzo wielkie P] renomowanej uczelni ]przez bardzo wielkie U].
       Miał Profesor syna,  a ten we właściwym czasie został studentem, potem asystentem, następnie docentem, wreszcie Profesorem a nawet Rektorem [przez zupełnie wielkie i całkowicie zasłużone P i R].
       Profesor [i były Rektor]  został emerytem... A jako Emeryt [przez bardzo zasłużone wielkie E] musiał się należycie rozliczyć z zakładem pracy...
       Wtedy to w Sekretariacie Uczelni odbył się taki mniej więcej dialog między dwiema osobami - młodziutką sekretarką i Profesorem:
 - Przepraszam najmocniej, Panie Profesorze, ale poproszę Pana Profesora o majtki....
- Słucham???
- Poproszę Pana Profesora o oddanie majtek... Nie rozliczył się jeszcze bowiem Pan Profesor w uczelnianym magazynie z pobranych w nim majtek gimnastycznych, które wypożyczył Pan Profesor w wypożyczalni gimnastycznej... w 1926 roku, Panie Profesorze, kiedy Pan Profesor zaczynał studia, Panie Profesorze... ...
       Poszedł Pan Profesor do hal targowych [tak bardzo historycznych, że nawet nieco starszych od bardzo starej Uczelni], kupił spodenki gimnastyczne trywialnie majtkami niegdyś zwane i zaniósł je do sekretarki mającej mu podpisać "obiegówkę".
       Wtedy to w Sekretariacie Uczelni odbył się w pewnym momencie taki mniej więcej dialog między dwiema osobami - młodziutką sekretarką i Profesorem:
   - Dlaczego pani zaraz po podpisaniu mi obiegówki wrzuciła majtki do rozgrzanego pieca, gdzie spaliły się?
    - Bo, Panie Profesorze, w 1939 roku ci okropni Niemcy zrzucili na nasze miasto jedną zaledwie bombę i ta okropna bomba spadła akurat na magazyn sportowy, który, Panie Profesorze, spłonął doszczętnie, a z nim i wypożyczalnia strojów gimnastycznych, więc ja te majtki też musiałam spalić, bo przecież one, Panie Profesorze, też by się spaliły, gdyby Pan Profesor je we właściwym czasie "zdał na magazyn", Panie Profesorze... Przecież porządek w dokumentacji musi być, Panie Profesorze...
      I Pan Profesor, mimo niemieckiego nazwiska Polak z krwi i kości, chociaż daleki potomek wiedeńsko-austriackich c-k. niemieckojęzycznych urzędników, galicyjskich oraz polskich profesorów i rektorów, który dokładnie pamiętał tamto apokaliptyczne zdarzenie, musiał się z taką wykładnią zgodzić, mimo że prywatnie uważał cały ten dialog za zwykłe austriackie gadanie...

9 komentarzy:

Vulpian de Noulancourt pisze...

Jak już raz gdzieś zapanował porządek, to trzeba ten stan rzeczy propagować i głośno chwalić. Niewiele przecież można zarzucić logice płynącej z tego tekstu.
Pozdrawiam

Moje Nazwisko pisze...

Oj, czy aby na pewno? Odnoszę niekiedy wrażenie, że u nas porządek polega na tym, by zmieniać to wszystko, co się sprawdza i działa mniej więcej poprawnie, na to, co być może - ewentualnie - przypuszczalnie - po kolejnych "ulepszeniach" - możliwe, że zadziała.
Pozdrawiam

... pisze...

Porządek a rozsądek? Mamy raczej tu i ówdzie c.k. dryl... Na studiach humanistycznych w UW musiałem jako starosta grupy corocznie błagać kierowników laboratoriów chemicznego i fizycznego o podpisy na obiegówkach, które to cyrografy miały stwierdzać, że moi koledzy nie są w żaden sposób zadłużeni w owych placówkach.... Minęło niemal pół wieku - obiegówki dalej obowiązują. Sorry, taka t r a d y c j a....
Pozdrawiam

... pisze...

I pomyśleć tylko, że są miejsca w Europie, gdzie od prawie dwustu lat w t y m s a m y m sklepie sprzedaje się t a k i e s a m o piwo i takie same parówki z musztardą. A od stu lat na ścianie wisi portret najjaśniejszego pana obsrany [pardon][ przez muchy...

Anonimowy pisze...

Dzień dobry

Jak mówił pewien sierżant(?) w filnie Kroll: "Sztuka jest sztuka..." W związku z czym pan Profesor-Emeryt powinien wziąć jakiś kawałek białej szmatki wyciętej w kształt majtek (można to zrobić za pomocą nożyczek kosmetycznych) i wręczyć Pani w sekretariacie. Poza tym (w braku szmatki) istnieje coś takiego jak "protokół przedterminowego zużycia ubrania roboczego" który zawsze można wypełnić (a następnie komisyjnie spalić :))).

Pozdrawiam

Krzysztof z Gdańska

... pisze...

Witam miło...
Tylko, że Pan Profesor, którego wspomnieniami z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia się posłużyłem, jako "człowiek starej daty", był do obrzydzenia praworządny [to przez to k. und k. galicyjskie wychowanie] i najwyraźniej dla niego - jako dla polonisty - słowa J. Tuwima "Niech Prawo zawsze prawo znaczy a Sprawiedliwość sprawiedliwość" znaczyły więcej niż dla obecnych obwiesiów nazw owych używających... A dlaczego owe "majtki", które w owych zamierzchłych czasach sięgały cnotliwie do kolan, powinny być białe - tego już nie wiem...
Pozdrawiam

paczucha pisze...

Logiczne teoretycznie, chociaz w praktyce nonsensowne. Pozdrawiam serdecznie:)))))))))))))

Moje Nazwisko pisze...

Niektórzy twierdzą że gdy praktyka nie zgadza się z teorią - należy ją zmienić. Tę praktykę Wszystkiego miłego...

... pisze...

Ależ organizacja i biurokracja c.k. monarchii nie zasłynęła z nadmiernej logiki... Z zamiłowania do porządku - tak. Pozdrawiam.