Strony

środa, 23 stycznia 2013

TEATR 'RZECZPOSPOLITA"

TEATR SWÓJ WIDZĘ OKROPNY...

     W teatrach na ogół nie bywam z kilku powodów...

- Ciężko mi wysiedzieć bez bólu mięśni choćby kwadrans, a akt lub spektakl w całości na ogół trwa nieco dłużej.

 
- Tak zwana nowoczesność przejawiająca się w reżyserii, aranżacji, dekoracji  i sposobie grania powala mnie na nogi i z nich na kolana, nie w wyniku bezdurnego zachwytu bynajmniej - wręcz przeciwnie, powiedziałbym...

     Nie przyjmuję do wiadomości, że jest rzeczą właściwą, by kilkanaście rzuconych byle jak i byle gdzie kartonów po południowych fruktach  miało przedstawiać renesansowy włoski zamek [nawet w stanie skrajnej ruiny] , a niedogolony brudas w postrzępionych dżinsach, z dyndającą mu w kroczu prezerwatywą był odzwierciedleniem takiego na przykład Otella, białego - bo reżyser pragnął w ten sposób poinformować widzów, że nie jest rasistą - antymurzynistą. 

      W ten sam sposób nie akceptuję oportunistycznie na scenie czterdziestoletniej Julii Capuletti, rzucającej "kurwami" jak gimnazjalistka spiesząca na przedbierzmowalne nauki - to zasadnicza zaleta nowoczesnej translacji i bezpruderyjnego tłumacza - ubranej umownie w niczego nie ubierające resztki chińskiej bawełny z przeceny i z nieodłączną butelką piwa w garści... Poza wszystkim zaś - nie lubię, gdy się na mnie krzyczy... Współczesne megagwiazdy zaś z natury i [braku] teatralnego wykształcenia  [pokażcie mi jakąkolwiek teatralną kozę z kastingu, która nie czułaby się na początek - megagwiazdą] i gwiazdorzy także nie mówią lecz wrzeszczą. Podobno w ten sposób odczuwają przeżywają, pragną zwrócić na siebie uwagę... Podobno tak jest nowocześnie, podobno to jest lepiej widziane i słyszane... Tak onegdaj widziałem i słyszałem w telewizorze, gdzie na sugerujące pytania pani redaktor megagwiazda opowiadała inteligentnie i wymownie - Nooo... [niekiedy zaś nawet potwierdzająco - Yhyyy...].

     Nie narzekam na ten teatralny niedostatek. Telewizja, spełniająca swoją szczytną kulturotwórczą misję, co prawda zlikwidowała dla wygody widzów wszelkie spektakle teatralne [ podobno z braku spektakli nie cieszyły sie one po godzinie 23.00 pożądaną oglądalnością]... Radio także zarzuciło zbytnie teatralne gadulstwo na rzecz łomotu kojącego duszę absolwentów szkół, z których wyrugowano wychowanie muzyczne... A że same umuzykalniające msze i nieszpory nie wystarczają - daje radio co może, ma i lubi... Łubu-dubu-dubu-du.... Oh - yeeeeee!!!

     Nie narzekam...

     Jakież cudownie wzruszające  i dramatyczne są bowiem reklamy... 

     Wzbudzające gorycz zazdrości męskiej podpaski... powodujące od łakomstwa uzależnienia środki przeczyszczające... kleiwa i spoiwa do sztucznych szczęk... cudowne mikstury na wzdęcia i przeciw równie niezawodnym interesującym wzdęciom... widok wzdymanych i przeczyszczanych cudownie przewodów trawiennych... zaraz potem szynki, serki, bebika i piwa... banki... półnaga i dlatego słodka jak sacharyna idiotka bijąca bogu ducha winnego bałwana kitą włosów po gębie i  utlenionym paznokciem zdrapująca sobie procenty bankowe, po czym dumnym krokiem długich nóg zakończonych czarnym trójkątnym cieniem pod niby nieobecną spódniczką idąca dumnie... między skrzynki z piwem... i znowu obłędnie ponętne środki przeczyszczające i na nowo narkotycznie apetyczna nutella...po której rzyganie jest niewymuszenie przyjemną i prawdziwą orgastycznie spełniającą rozkoszą zmysłową... 

       A tu zaraz wielebny ksiądz proboszcz reklamuje wyjątkowo zbawiennie działającą tacę... 
      I jeszcze pojawia się dobrze podtuczony subprzeor jarosławski, któremu Matka Boska rzuciła na łeb swoją koronę,  bo była z brązu, a ona jako kobieta nowoczesna - poza tym Królowa i Hetmanka przecież - chce na spękanej od trudnych dziejów Rzeczypospolitej lipowej czaszce czegoś konkretnie wartościowszego...

      Panowie Kondrat i Fronczewski ze swadą reklamujący bankowe procenty...  
     Kolorowogłowy Wiśniewski walący młotem w pusty mur [a może odwrotnie... nie wiem....]...  Czyż to nie rozwijające i inspirujące??? Czyż zły może być "spektakl", podczas którego na równi aktor i menel mają tu równe możliwości pełnego rozwoju i uzewnętrznienia swej jakże bogatej osobowości?
     A jak jeszcze taki doda, że "kocha i nie wstydzi się Jezusa"... Szał!! Choćby był znanym z kilku rozwodów kurwiarzem - szał!!!
- Ciekawe... Gdyby tak spytać owego pana z Galilei czy nie wstydzi się wyznawców?
 - Ryknąłby śmiechem, czy odesłał nas po aramejsku lub hebrajsku [bo jidysz chyba nie znał?] do k***y maci [
אמא זונה!] ?

      Ponadto te dysputy polityczne z nieskrępowanie przesyłanymi sobie"gównami", "matołami", ogólnie zrozumiałym "totalnym zbydlęceniem" cymbałami" i "zejebiście wkurwiającymi" oświadczeniami typu - "Pan mi możesz naskoczyć na"...!


      I jeszcze te burzące krew w żyłach prognozy pogody, z aktorkami i aktorami wyżowo-niżowymi, którzy podczas swojego dramatycznie krótkiego "tubi-or-nottubi" stają tak rozkosznie, że ciśnienie baryczne trzeba im odczytywać - pardon - między nogami... Co nie zawsze jest niemiłe...
 
      A jak mi tego jest jeszcze za mało - jakież wzruszające są telewizyjno-radiowe rodzinne pogrzeby polityczne, podczas których tylko nieboszczycy - te w zasadzie zbędne rekwizyty z punktu widzenia kamerzystów i reżyserów ożywczych spektakli - jedyni też bezstronni z konieczności widzowie owych  mityngów - zachowują niezmącony niczym spokój...

     - No to po co mi ten przestarzały jak kultura teatr??? 

12 komentarzy:

Nitager pisze...

W TV oglądam tylko National Geographic, pakiet Discovery i Planete, więc nie do końca wiem, o czym mówisz. Ale wierzę na słowo, że to irytujące. Zresztą, i na Discovery lecą reklamy, a głupi telewizor nie chce się sam przyciszyć i trzeba szukać pilota.

Stokrotka pisze...

Zgadzam się w ... 90%. Bo jednak są bardzo dobre sztuki teatralne, bez tych przekleństw, byle jakiej scenografii, lekceważącego czy też nonszalanckiego sposobu grania przez aktorów. Jesienią byłam na pięknym spektaklu muzycznym w Ateneum "La Boheme" - naprawdę warto pójśc, a w ub. tygodniu w Rampie na sztuce "Żyd" /o czym pisałam u siebie/. W telewizji faktycznie bardzo mało jest sztuk teatralnych, ale radio nadaje bardzo dobre słuchowiska na wysokim poziomie.
Generalnie jest tak jak piszesz - a juz te reklamy to koszmar jakiś... Musimy się trzymać i nie poddawać. Wszak straszliwie ... chamiejemy jako społeczeństwo.
A ja zapraszam do siebie jutro na blog i potem na ten link, który podam.... Może Ci się spodoba.
Pozdrawiam serdecznie.

Celt Petrus pisze...

Prawda w samo sedno utrafiona, Mocium Panie!

Chociaż przyznać trzeba, że z rzadka zdarzają się reklamy co mnie rzeczywiście rozbawić potrafią...ale to rzadkość najprawdziwsza.

Byłem Ci ja w czasach szkolnych na dwóch albo trzech sztukach w Krakowie...i za każdym razem były prawdziwe rekwizyty, meble, rośliny - nie zaś kartony po fruktach... Były prawdziwe emocje i aktorzy wcale krzyczeć nie musieli, żeby dialogi niosły się aż do ostatniego rzędu.

A i Stokrotka też ma rację - znieczulica, chamstwo, ogólna karłowatość intelektualno-społeczna to coraz powszechniejsze zjawisko :(((

Pozdrawiam!!

Vulpian de Noulancourt pisze...

Od dawna mam wrażenie, że wielu współczesnym artystom i reżyserom najbardziej chodzi o to, by "przekraczać kolejne granice". A widzowie jakoś to "łykają" (a może tylko nie chcą się obnażyć jako wstecznicy i obskuranci, którzy nie pojmują nowoczesnej sztuki).
Ktoś chce defekować się na golasa na scenie i uważa, że obalił tym samym kolejne tabu? Dopóki ma widzów - jego sprawa. Z tym, że mnie na widowni nie będzie, bo jakoś na podziwianiu "przekraczania granic" mi nie zależy; taki już mam mieszczański, niewyrobiony gust. Poza tym - prawdę mówiąc - w teatrze nie byłem od dobrych kilku lat, choć poniedziałkowych spektakli w TV mi brak (a mówią, że za komuny nie było niczego dobrego).
W dodatku, z różnych powodów, od ponad dwóch lat praktycznie nie oglądam telewizji. I - u licha! - zauważyłem, że wcale nie odczuwam jej braku! Są jeszcze książki.
Pozdrawiam

Sir Absurd z KLechistanu pisze...

Reklama niby paskudny zapach - wciska się wszędzie.

Sir Absurd z KLechistanu pisze...

w R. nie tyle "jest", co "było"... Czas dobrych słuchowisk Polskie Radio am chyba za sobą...Chamiejemy zaś bo nam to jako wzór podają...

Sir Absurd z KLechistanu pisze...

Mądra reklama? - A to istny raróg!

Sir Absurd z KLechistanu pisze...

Są książki - w wersji tradycyjnej, czytanej [ jak to oszczędza oczy, choć uboższą nieco czyni wyobraźnię. I to jeszcze człowieka raduje i ratuje. Na TV nie ma co liczyć... Pozdrawiam.

andante spianato pisze...

Ale tak czy inaczej nie jest łatwo być dzisiaj artystą.Wymagania odbiorców sa specyficzne. Aktorzy wolą często reklamować bzdury, czy nawet występowac w serialach, albo nie sa dopuszczani do ambitniejszych filmów. No i zalewa nas fala tandety. Pozdrawiam Miłosciwy Panie!

Anonimowy pisze...

Przyszło nam więc mierzyc się z wszędobylską, wszechogarniającą chamokracją, Sir Absurdzie :-)
W tej parszywej sytuacji "Róbmy (jak zawsze) swoje".
Serdeczności,
Witwicka

Sir Absurd z KLechistanu pisze...

Klan artystów odchodzi powoli wraz ze swymi wzlotami i upadkami, bon-motami i
"fopasami" do Krainy Cieni, szczęśliwy, jeżeli wcześniej dane mu jest pożyć w Skolimowie... Na jego miejsce wchodzi pazerny i wulgarny półświatek "megagwiazd", jeżeli nawet nie z rynsztoka, to o zachowaniu, języku, rodem z tegoż. Zresztą pozostali artyści starają mu się niekiedy sposobem bycia dorównać i - prawidłowość - na ogół,go w tym przewyższają. Patrz - procesy sądowe tychże o...cokolwiek... Na szczęście są nagrania... Pozdrawiam serdecznie.

Sir Absurd z KLechistanu pisze...

Cham "odziedziczył ziemię", bo to przecież jeden z synów Noego i to - poniekąd - ulubiony, skoro za jego chamstwo staruszek Noe ukarał nie jego lecz chamowego wnuka... czy też syna... Zdrowia życzę....