Strony

piątek, 14 grudnia 2012

CO Z TYM KOŃCEM ŚWIATA ?[1]

Odliczanie...

7 DNI DO KOŃCA...


       Przedwczoraj przeleciała nam niemal pod nosem planetoida.. Przeciętnie o cztery odległości Ziemia -  Księżyc... I nic...Za daleko...Może to tylko próba generalna, gra strategiczna lub manewry kosmiczne... W każdym razie nic...
Nojprawdopodobniej kolejna kosmiczna fuszerka...
       Wczoraj w Warszawie miał miejsce spęd zwołany przez małosolnego cezara... Trochę niskoczołowych zwolenników kopania przeciwników zamiast piłki, nieco poklimakteryjnych "prawdziwych" matek-Polek zatroskanych niską dzietnością populacji [no ale jeżeli seks uważa się za "pokalanie"...], nieco byłych bojowników o Sprawiedliwą Kapitalistyczną żądających interwencjonizmu państwowego w gospodarce. Małosolny cezar im to wszystko osobiście i nader krzykliwie uroczyście obiecał, "gdy obejmie władzę" [czyli na kalendy greckie]...Końcem świata to się na szczęście nie okazało...

      Tymczasem międzynarodowe nieoficjalne przygotowania do końca świata nabierają rozpędu...
 

     Białorusini wykupili wszystko - to znaczy zapałki...
     Rosjanie - wykupili wódkę, kaszę sól, drewno, wódkę, węgiel, koks i wódkę  Przeżyli carów, komunizm, przeżywają Putina to i  końca świata się nie boją...

     Stanowozjednoczeni Amerykanie wymogli na władzy oświadczenie, że  i m  koniec świata nie zagraża, ale bunkry z pełnym wyposażeniem w żywność, wodę, napoje wyskokowe, cziiizburgery z coca-colą, prezerwatywy i elektronikę idą wśród bogatych jak bułeczki z masłem... Pastorzy apelują do wiernych o zwiększoną wydajność dolarową na ... no właśnie - na co? And business is business...

     W Bogocie przezorny ksiądz katolicki sprzedaje miejscówki a 50$ w bunkrze modlitewnym i też nie narzeka... 

       Chiński farmer Liu zbudował siedem kapsuł mogących pływać [logika Chińczyka-rolnika]
     
       We Francji bezbożnik mer skonfiskował księdzu niewielką świętą górę [otoczył ją drutem i żandarmerią!], na której za jedyne 50 euro podobno można było spokojnie przeczekać... Merowi to najwidoczniej przeszkadzało...

      W peruwiańskich Andach Inkowie, Ajmarowie i  pozostali patrzą ufnie w świetlistą twarz Inti... Nawet polscy misjonarze im nie wadzą... Oni swój koniec świata mają już od czasów świniopasa-analfabety wicekróla Pizarra i dominikanów łagodnych jak rzeźnicy przy pracy akordowej...

      Tymczasem podobno w czeluściach Kosmosu czai się ZŁO...


      Ja czynię przygotowania w trybie indywidualnym - o czym jutro...
     
       Koniec świata nie zając - nie ucieknie...
     

8 komentarzy:

andante spianato pisze...

Łomatko! Strach sie bać Królu i Panie...

Stokrotka pisze...

A ja w Empiku w Arkadii kupiłam sobie przed godziną książkę-album Macieja Pinkwarta pt. "Przedwojenne Tatry - Zakopane i Podhale - najpiękniejsze fotografie". I oglądam sobie wspaniałe czarno-białe zdjęcia i czytam ciekawy tekst. I to jest na razie moja Arka Noego - żeby nie myśleć o tej dacie. A potem to zobaczymy...

Vulpian de Noulancourt pisze...

Płynąc na tej fali jestem gotów założyć się o bajońskie sumy, że końca świata tym razem nie będzie. Zwyczajnie nie dowierzam w taki koniec, który z hukiem i pompą ogłoszono (nie liczyłem, ale już kilka razy za mojego życia nasilały się takie pogłoski graniczące z pewnością i nigdy nic z tego nie wyszło). Gdy ten właściwy koniec nadejdzie (jeśli nadejdzie), to raczej nikt się go spodziewać nie będzie i dla wszystkich to będzie niemiła niespodzianka. A może i to nie, jeśli koniec świata okaże się procesem nagłym i szybkim, bo zwyczajnie nikt nie zdąży sobie uświadomić, co właściwie zachodzi.
Pozdrawiam

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

A strach...strach... Dlatego nie warto... Za to jak nam będzie wesoło po tej dacie!!! ZDROWIA ŻYCZĘ DO KOŃCA ŚWIATA I WIEEELE LAT PO NIM...

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

A ja sobie odświeżę mojego ukochanego Mistrza prozy i gatunku - Stanisława Lema. Przy nim, przy dźwiękach "Bolera" Ravela [lub balladach Okudżawy, Brassensa czy Brela], przy lampce miodu [albo kufelku piwa] to mogą mnie straszyć nawet V Rzeczpospolitą sfrustrowanego bliźniaka...
Do zobaczenia=usłyszenia=przeczytania...

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

Zakład? To nie ze mną! Przeżyłem już kilka [-naście?]niedoszłych końców świata, w tym trzy osobiste - indywidualne [ostatni przy ciśnieniu 243 na 220, tętnie 102 i temperaturze 39 st.]... Nawet niemiłej niespodzianki nie przewiduję. Nie zdąży nas "oniemilić". Jestem głęboko [niech to służy za obraz mego podejścia do sprawy] przekonany, że te tysiące wypromieniowanych w Hiroszimie i Nagasaki do dziś nie mają pojęcia, że zginąć im przyszło... To samo ewent. będzie z tymi, którzy "załapią" się kiedyś na ów koniec. Poza tym co sekunda kończy się dla kogoś świat - zakładam, że bez dalszego ciągu i konsekwencji. POZDRAWIAM Z ŻYCIEM - ..."albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna"...

paczucha pisze...

Nie ucieknie. To fakt, a to zło ze zdjęcia przetrwa nawet koniec świata:))

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

Bo tylko ZŁO jest prawdziwie nieśmiertelne. Wystarczy popatrzeć...

- Czy te oczy mogą kłamać? - Chyba tak...
- Czy on może Polskę złamać? -Kwak...kwak...kwak...

POZDRAWIAM...