Strony

czwartek, 28 czerwca 2012

POLSKI KULT CARGO

        Sprawa trywialnie prosta... Biali, żółci i czarni z hukiem, grzmotem i gwizdem tłukli się gdzieś na oceanie, a z tego tłuczenia dla brązowych Melanezyjczyków wynikało samo tylko dobro - jedzenie. Wystarczyło cierpliwie posiedzieć na brzegu Wielkiej Wody i  poczekać, aż fale wyrzucą mnóstwo-mnóstwo kai-kai... Bywało, że już wypatroszonego... Najlepiej smakowała "zółta świnia", znacznie gorzej "długa czarna świnia", naprawdę fatalne wartości smakowe miewała jednak podobno "długa biała świnia", która za życia nadmiernie używała paskudztw takich jak mydło, perfumy i inne cudaczne okropieństwa..          
      Po jakimś czasie zamorskie diabły przestały się bić, ale część z nich zaczęła za pośrednictwem przylatujących z Nieba metalowych ptaków otrzymywać niezwykle smaczne kai-kai. Gdy się już taki rajski przysmak dostało, wystarczyło tylko zębami rozerwać blachę [białe i czarne diabły dawały nieco niebiańskich produktów prawdziwym ludziom - brunatnym], palcem wydłubać mięso i...oooochchch  - co za cudowne nieróbstwo...
    Szczęście jednak nigdy nie trwa wiecznie... Niebiańskie ptaki przestały przylatywać i po kai-kai zostały tylko rdzewiejące puszki...
    Atoli bogowie dali brązowym ludziom - ROZUM... A ten im podpowiedział, że trzeba pobudować z patyków, lian i innego badziewia podobizny ptaków niebiańskich... Reszta to już robota szamanów, odpowiednio mocno buszującego ognia i głębokiej wiary ludu... Niebiańskie ptaki MUSZĄ przylecieć znów...
   
        


         
      Tak to na archipelagach Melanezji narodził się w ostatnich latach drugiej światowej wojny i trwa do dzisiaj kult cargo  - wiary w niebiańskie ptaki [i kai-kai!!!].
     Dlaczego o tym piszę?
     Jako Naród pełen nieprzemijających Nadzwyczajnych Wartości przejęliśmy od tamtych naiwnych choć już - bywa - chrzczonych i jako tako cywilizowanych dzikusów ów kult i nadawać zaczynamy mu własny więc niepowtarzalny wyraz...Taki oryginalny cargo-katolicki synkretyzm religijny na podłożu nieograniczonej miłości do zamorskich "długich białych [choć nie zawsze] świń" i ich kai-kai...


    

       
     Wystarczy tylko zębami rozerwać blachę [beton i zbrojenie- pardon], palcem podłubać... i...oooochchch... Reszta to już robota szamanów, odpowiednio mocno buszującego ognia i głębokiej wiary ludu...
        
        Cargo vincit...
     Cargo regnat...
     Cargo... Cargo... imperaaat!!!...Z zastrzeżeniem, że "dzicy" inteligentniej od "cywilizowanych" [po świętokrzysku - ale przecież...] odwzorowali proporcje niebiańskiego ptaka i - jak się zdaje - pojęli prawidłowo zasady awioniki. Strudzonym tragarzom  "Nieprzemijających Wartości" udało się to jeszcze gorzej niż tegoroczna matura abiturientom...
     Rocznice, miesięcznice i tygodnice wyczerpują...

10 komentarzy:

Wachmistrz pisze...

Cosi być musi na rzeczy, bo tych aeroplanów to u nas okrutnie dużo stoi:
http://www.sanko.wroclaw.pl/galeria/zestaw05/pomniki-cz1.html
Kłaniam nisko:)

Vulpian de Noulancourt pisze...

1. Prawdą jest, że w naszym samolocie miejsce umocowania skrzydeł jest jakieś dziwaczne, podczas gdy Melanezyjczykom wyszło to dużo lepiej. Na pociechę można przywołać materiał: tamci będą musieli kilka razy swoje dzieło rewitalizować, a na naszym dopiero pierwsze rysy trzeba będzie wtedy szpachlować.
2. A myślałem, że nic mnie nie zaskoczy po tym, jak kilka lat temu ogłoszono triumfalnie, jakoby to znaleziono żyletkę należącą kiedyś do samego Piłsudskiego.
Pozdrawiam

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

A wcześniej znajdowano masowo pieluszki niemowlaka [prane czy nie?], zęby trzonowe, kilkadziesiąt napletków jednego obrzezanego noworodka, a nawet szczeble ze śnionych drabin i zapach świętości ujawniano. Co przy tym żyletka lub brzytwa nawet? W Erfurcie jest czaszka dziesięcioletniego Goethego wskazująca na przyszłe geniuszowe predyspozycje poety i druga - starca Goethego z owymi szczegółami wyraźnie uwidocznionymi... I nikogo to nie dziwi - wręcz przeciwnie, podziw dla frenologii umacnia...POZDRAWIAM

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

Proste... Doprowadzamy do finezji, co tamci wykoncypowali...POZDRAWIAM

andante spianato pisze...

No i przylecą pod inna postacią...

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

Skopiujemy.... Albośmy to jacy tacy???

Stokrotka pisze...

Lordzie, w swoim profilu podajesz, że interesujesz się także malarstwem. Wysyłam Ci więc link na portal pisarze.pl
http://www.pisarze.pl/publicystyka/2539-jadwiga-smigiera-dzielo-najwspanialsze.html
Jest to mój debiut tutaj, więc proszę o łagodny wymiar kary.
Pozdrawiam z drugiej strony upalnej Warszawy.

Sir Absurd z.KLechistanu pisze...

To miłe. Dziękuję... Moja kolekcja [wirtualna, niestety, tylko] to ponad 16 000 światowych i polskich płócien, grafik, rysunków... Pobuszuję i tam...POZDRAWIAM.

Anonimowy pisze...

I couldn't refrain from commenting. Very well written!
Feel free to surf my blog post ; winstar casino

Lucjan Kozłowski pisze...

Opisując to niezwykłe zdarzeń cudownych zgromadzenie językiem ludu prostego wnioski również proste być muszą: Pomimo upływu lat dziesiątek wyznawcy cudu smoleńskiego znajdują się ciągle na poziomie rozwoju umysłowego ludów pierwotnych z rejonu Pacyfiku i wysp szczęśliwych, mają mózgi tak gładkie że aż świecące i jarzące się prostotą swoją poprzez czerepy kapłanów i wyznawców swoich, czekają na cud brata drugiego a on czując pismo nosem w mądrości i przenikliwości swojej nawet na rower bez gwardii pancernej nie wsiada wypowiadając bezzębnym gębowym zagłębieniem zaklęcie: kai, kai i tusk, tusk czy tak jakoś.