Strony

niedziela, 1 sierpnia 2010

Piwo ZIMNY LECH

Słowianin jam, Lechita z plebejskim rodowodem...
Gdy chodzi o napoje – z niechęcią pijam wodę.
Wykopki czy choinka, majówka czy czas żniw
- ja preferuję raczej któreś z rodzimych piw.

- Czy dziwne, że LECHOWI wiernym pozostać wolę?
- Gdy Gdańsk odwiedzam – zawsze kupuję dwa „głupole”
i siadam na ławeczce z radością tchnącą z twarzy,
by sączyć, co z Wybrzeżem tak pięknie się kojarzy...

Kiedy dokucza lipiec lub sierpień...tak wszak bywa!...
z chłodziarki oszronioną wyciągam puszkę piwa...
Gdy myślę, że w Krakowie smok zagłodzony zdechł,
to koi moje serce stabilnie ZIMNY LECH .

Wspominam tego, kto nam uwarzył piwo takie...
Smakuję...delektuję napój z chmielowym smakiem...
I czuję, że to dobrze, choroszo i ganz gut,
wiedzieć, że pozostanie LECH – zimny niczym lód...
                                                                                                                                     01.08.2010.

Brak komentarzy: