Strony

piątek, 7 stycznia 2011

2. Rzeki wielkiej a niemałej suchonożne przez Ojca Leoncia przejście

01. Zaszedł był pewnego czasu Ojcic Leoncio z gromadką uczniów najwierniejszych na rzekę wielką, a rzeka owa wielka była i niemała, a przejść oną rzekę wielką i niemałą zapragnął z uczniami swymi, by do siedziby swej wróciwszy, wrocić..
02. Tedy stanął był Ojciec Leoncio nad ową rzeką wielką a niemałą i popatrzywszy na jej nurt wielki a niemały rzekł do niejsłowami słowa wyslawiając dosłownie:
03. - Rzeko wielka a niemała, w Imię Swoje nakazuję ci, rzeko wielka a niemała, rozstąp mi się natychmiast, jeśliś mądra, bo inaczej – dam ci w mordę!
04. A rzeka nic...                                                                                                          
05. A uczeń ulubiony Makakiem dla wielkiej oblicza głądkości zwany, zanotował owe słowa prorocze Mistrza a Pana swego Ojca Leoncio, co widząc Ojciec Leoncio w swej skromności pełnej chwały posłużył się proverbium stosownym ogólnie znanym choć ad hoc zmyślonym, a rzekł uroczyście....          
06. - Jako powiada Entuzjasta , a może Eklezjasta lub Protoplasta – a tegoż nie wiem, bo pamięć choć doskonała przecie nawet mnie miejscami szwankuje – otóż jak ten jak mu tam powiada:                                                                                                                                                                      07. - Jak mądremu dasz w mordę i otworzysz drzwi, to sam wyjdzie, a z głupim to się jeszcze musisz naszamotać ...  
 08. A uczeń ulubiony Ojca Leoncio Makakiem zwany przekonsultował był to z drugim uczniem Ojca Leoncia, bo nie było ich u Ojca Leoncia bynajmniej dwunastu, jako się to pomniejszym Prorokom zdarza, Reproduktorem dla wstrzemięźliwości swej osobliwej osobliwie nazwanym i zanotował nie czekając.  
  09. A Ojciec Leoncio spytał nieciekawie: - Cożeś ty tam, szambonurku Mój miły  zapisał? A taki był Ojciec Leoncio skromny, że i o Sobie samym inaczej jak wielką się nie wyrażał literą.                                                                                                                                                                  10. A uczeń Makakiem zwany, przez szatana widocznie na moment niewymierny omamiony odparł: - To, cożeś Panie mój zechciał wybełkotać słudze twemu do zanotowania, gdyż wierzy on we wszystko, co jest wiernie w wierze do wierzenia wiernie podane przez usta Twoje, Panie mój, jakobyś bąka puścil bąkotwórczego...  
11. Na to pomyślał nieco urazony Ojciec Brat Leoncio..                                                                  
12. Głupek jest i gnój niewierny i szatan z nim tańcował, ale to normalne, albowiem jaka wiara, taka i grzeczność. 
13. A uczeń ukochany Makakiem zwany i to zanotował, albowiem Ojciec Leoncio tak sugestywnie był to w ciszy pomyślał, i tak głośno był to pomyślał, że w tej ciszy cała okoliczna okolica zagrzmiała słowa owe wielkie unisono i nikogo nie było, ktoby się słuszności ich przeciwił.                
14. A że stali nad ową rzeką wielką a niemałą, tedy uczeń trzeci, przyklęknąwszy, a kraj szaty Ojca Leoncio do gęby przytuliwszy i – choć wielce zaszargana była, jako że Ojcu Leoncio obrzydliwością w Oczach Własnych było grzeszne do zbytku dbanie o czystość doczesną póki co żywego jeszcze ciała – z pokorą ucałowawszy, rzekl nieśmiało:                                                                                                                                                     15. - Panie mój a Mistrzu, przejść oną rzekę wielką a niemałą trzeba, a grzesznicy mostu dla nas nie pobudowali o przybyciu naszym tak dla nich zaszczytnym na czas nie powiadomieni...                                                                        
16. I zdziwił się Ojcec Leoncio grzeszników owych grzesznością  grzeszną, a przeklął ich pokornie a dotkliwie nad wyraz::                                         
 17.- Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto ma oczy do słuchania a uszy do myślenia, temu powiadam, kto ma usta do widzenia a głowę do słyszenia, że niegodni są owi niezbożni  niebudowniczowie mostu nieistniejąccego, by ich taczkami na kupę gnoju wywieźć, gdzieby jak te muchy, boć są oni jako takie  muchy, które z lubością siadają na ekskrementach i żywią się nimi, siedzieli. Uwaga przeto na nie! Bo bardziej niż inne roznoszą zarazki!                                                                                                                                                                                                         18. Tedy wszyscy uczniowie, widząc gniew Mistrza, robili pod siebie z bojaźni wielkiej i fetor rozchodzić się zaczął zgoła nieprzystojny Osobie tek subtelnej...                                                                                                              
19. Co widząc Mistrz Ojcec Leoncio stanął obliczem swym do rzeki wielkiej a niemałej i rzekł gromko:     
 20. - Rzeko! Ja ci mowię – rozstąp się, byśmy suchą nogą przejść cię, wielka a niemała rzeko, mogli!!!
21. A rzeka nic...                                                                                                                                                                                                        22. 22. Przeto uczeń Ojca Leoncio ukochany, Makakiem dla obliczności swej zwany, rzekł przymilnie:   
23. Może bąka jej w nozdrza puścić, iż Ciebie szanowaniem szanownym nie szanuje?     
24. A Ojciec Leoncio popatrzył nań badawczo, a pomysłał sobie zgoła cicho a niejawnie:     

25. - Może tacy nie chcą robić z siebie głupa, tylko po prostu są mądrzy inaczej?...     
26. - Ale że dobrze jest mieć wokół siebie sługi takie wierne a spolegliwe, przeto łaskawie zezwolił:    
27. - Czyń dzieło swoje.                                                                                                                               
28. Mamy bo wszak i wśród obrzydliwie sobie wiernych ludzi usłużnych szambolubów. Boże zmiłuj się nad nimi.                                                                         
29. Powtórzył przeto: - Czyń dzieło swoje. Co tamten do siebie slusznie ziąwszy, wziął i uczynił...
30. A rzeka dalej nic...                                                                                                                                                                                                       
31. Tedy Ojciec Leoncio, na godność swą zgoła niepowszednią nie zważając, sam do sprawy wziął się i przystąpił, a machnąwszy ręką swą lewą, machnął!                                                                                                                            
 32. A potem, nie czekajac zbytnio, machnąszy swą ręką prawą, machnął!                                                                                                                            
33. Tedy odpłynęły wody powyżej ręki lewej pod prąd biegu swego popłynąwszy...                                                                                                               
34. I odpłynęły wody poniżej ręki prawej z biegiem prądu biegu swego popłynąwszy...                                                                                                      
35. A przed nimi woda stała jak głupia...  
 36. A przed wodą oni stali jak głupi...   
37. A uczeń ukochany Ojca Leoncio, Makakiem dla urody swej niesamowitej zwany, bąka sierdzistego puściwszy, rzekł, a troska była w głosie jego udawana tylko:                                                                                                                                                                                                                 38.
38. Jak się cud nie uda – trzeba żyć bez cuda...A nie spodobało się to nadmiernie Ojcu Leonciowi, przeto rzekł był do siebie wewnątrz siebie w sobie: -  : Szkoda Mi trochę Tych, którzy próbują dyskutować z niereformowalnymi, czyli Siebie Mi szkoda... Rzeczywiście oni są narzędziami szatana... Przyjdzie czas, że się o tym przekonają. A Ojciec bowiem Leoncio, jako się rzekło, nawet zaimki własne a osobowe przez wielką myślał pokornie literę. 
39. Przeto trzasnął go w pysk głupawy litościwie Ojciec Leoncio, a na grzbiet mu nieoczekiwanie wskoczywszym i chudymi od pobożnych postów piętami w boki mu się wparłszy, w bajorzastą rzeki wielkiej a niemałej stojącą zawiesinę go był wparł, a reszta uczniów, hosanny a alleluje wyśpiewując głosami głosnie głośnymi, choć niećwiczonymi, poszła za nim. A tak rzekę przeszedł był Ojciec Leoncio suchą nogą [bo drugą był nieco zmoczył].                                                                                                                                                                                                 40. A wieść radosna o suchym rzeki przez Opjca Leoncio przejściu rozeszła się miedzy ludem, a tlumy w to uwierzyly...                                             
41. AMEN

Brak komentarzy: