Strony

czwartek, 13 stycznia 2005

Mulat Andrzejek


Mulat Andrzejek mieszka nad morzem.
Działa, pracuje, tyra jak może...
Obsiewa pola, oczyszcza rowy,
Zakłada stawy, zapładnia krowy...
Sprowadza tury, strusie, bizony...
Odwiedza bliskie i dalsze strony...
Jest także szefem baranów stada,
I niczym rzymski cesarz nim włada...
- Niekiedy pędem gna do Warszawy,
Aby państwowe załatwiać sprawy,
I gdy do Izby Sejmowej wraca
- psoci, figluje. To jego praca.
Beszta premiera, lży prezydenta,
Ruganie posłów – dla Jędrka – mięta!
Gdzieś tam dla żartu wysypie zboże!
Talibów w Klewkach wyśledzić może!
W sądach spraw ma już ze dwieście chyba.
Tak w nich się czuje – jak w stawie ryba,
Bo za nim zawsze czuwa Filipek
[kurdupel z parką chytreńkich ślipek]!
- Żona mu mówi – Jędrek, daj spokój.
Legnij pod gruszą na lewym boku,
Lub dla rozrywki zatrać się w seksie...
- A on jej na to – Stara, odczep się!!!
Lecz żona kocha swego mężusia,
Bo dobry chłop jest z tego Jędrusia.
GŁOS Z ZAŚWIATÓW:
- Jędrek!!! Ty szybko się opamiętaj,
bo cię wybiorą na prezydenta!!!
- Był tu już taki. Świat się nim upił.
On wlazł na stołek – TEŻ SIĘ WYGŁUPIŁ!!!
13.01.2005.

Brak komentarzy: