Strony

poniedziałek, 31 sierpnia 1998

TRYLOGIA [cykl - 1988 - 1998]


OGNIEM I MIECZEM
(według  i dla  J. J. Frankowskiego)
Między kozackie rezuny oraz sarmackie opoje
wszedł cicho Jacek Frankowski i wtrącił zdanie swoje.
Użytkownikom kufli oraz ścinaczom głów
dodał kolorów życia (nie nadużywając słów).
I oto TRYLOGICI zakwitli jak maki w stepie,
a Pan Sienkiewicz w zaświatach, co chwalił innych rzadko,
mruknął - „Nawet Matejko nie zrobiłby tego lepiej.
Przyślij mi Waćpan egzemplarz. Obejrzę go przed herbatką”.
P.S.-­ 1.
Szkoda jedynie, że między szlachetne TRYLOGII plastry
wcisnęło Ci się (niechcący) coś z politycznej hałastry.
P.S. - 2.
Brak także „personatów” z gminnego establishmentu.
- Zwykle do ważnych postaci nie wpuszcza  się jednak mętów.
P.S -3 .
Wyznaję, Drogi Jacku, że do tej książki się palę.
Szczególnie, żeś barwami ozdobił ją  tak wspaniale. 24 lutego 1999
--------------------------
Wariacje na temat „Trylogii”

Modlitwa w intencji  ś. p. Bohuna -
człowieka wrażliwego, który „grał” rezuna
Nad duszyczką Bohuna zmiłuj się, Dobry Jezu...
Wszak litością otaczasz tak mędrce jak głupce...
Przecież mógł skonsumować PYSANKĘ ten rezun,
a on się oblizywał marząc o  SCORUPCE.

Wyznanie Bohuna wspominającego Horpynę 

 W ukrainnej naturze, nad strumieniem, u młyna,
niczym gwiazda zaranna na samym progu ranka,
pojawiła się nagle  w o r o ż y c h a  Horpyna
w niekompletnym ubiorze, barwna niczym pisanka.
- Pomyślałem, po  d i d k a  zły los gania  człowieka?
- Przy tej wiedźmie ni pracy by nie zbrakło,  ni mleka .

Kolejny cud nad Wisłą
Sredi gor, lesow i jarow
żył Aleksandr Domogarow.
No,że kurica nie ptica,
a Polsza nie zagranica
- zagrał w niej dla  „polskich panow
dzieła krwawych atamanów.
- Prawda. Dostał po łbie nieco...
- Lecz jakie dieńgi  polecą !!!

Kuroń -bej

- Hej...hej... Kuroń - bej...
  Rozserdywsia duże!
- Hej...hej...Kuroń - bej...
  Ne serdysia druże ”...
- Czy się sierdzę, czy nie sierdzę,
   wy, kobyle  chwosty...
  I tak na was wszystkich ... kicham!
- twierdzę w sposób prosty!
- Biorę jasyru pierwszą ratę
  i wybywam na herbatę!!!

Dumka Heleny znudzonej oczekiwaniem
Gdy na stepach siły wraże
wywołały rebeliję,
ukrył-ci  mnie w Barze starzec
- zacny szlachcic z wrednym ryjem...
Tam - bezbronna niby kocię -
i samotna będąc taka,
usychałam z żalu w cnocie,
tęskniąc do Jasia - junaka...
Twierdzę otoczyły męty,
spodziewając się wiktorii...
W końcu poszedł krzyk - Bar wzięty!!!
I tak przeszłam do Historii...
Jak bar wzięli - pili tydzień,
tak ich przedtem wysuszyło,
a ja drżałam w wielkim wstydzie
przed tym, co nie nastąpiło...
Tutaj Uroczysko Wraże,
w którym Bohun mnie ukrywa...
Ze też Bóg go nie ukarze!
Takam strasznie nieszczęśliwa...
Dworu ani karczmy wokół !
Ani pana ... ni pachołka!
Targa dziwny mną niepokój!
Twardy niby noga stołka...
Szczęściem, Czeremis - pokraka
podarował mi sokoła...
Niewielka rozrywka z ptaka,
gdy o inną serce wola...
Nawet ptak - nieczuła bestia,
nade mną się już lituje
(Tu powstaje pewna kwestia,
czy ten ptak cokolwiek czuje) ...
Mój sokole krzywodzioby!
Nie sięgaj mi do wątroby...
Nie drap szponem mnie za krzyże...
Zajmij mną się trochę bliżej....
Moje ty stepowe ptaszę...
Gdzie podziewa się mój Laszek ?
Bohun - nic!
Powstanie - fraszka!
Gdy brak ptaszka mego Laszka...
Czerń to durnie!
Wiedźma - żmija!
Niechby przyjdzie mój junak, który
choćby mnie na pal nabijał,
nie dostanie za to bury...
Mój sokole ...
- Nie!
- Powoli...

Wyrzut
Acan tu kpiny robisz, Panie Jacku, pono
- kreując na Kniahinię zmurszałe wrzeciono...
Nie uformujesz Orła - mając w dłoni gapę.
Nie zrobisz z baby księżnej - tkając szablę w łapę!

Lech Zagłoba

Zdobywałem niegdyś najróżniejsze chorągwie.
Wypijałem win - wódek  na bukłaki i stągwie.
Dziś - ze względu na wiek swój, a poniekąd i tuszę
- Nie chcem.. nie mogiem  i - n a  r a z i e - nie muszem.

Longinus Podbipięta
Oj, głupi ten chudy szlachcic, jak inflancka kobyła.
Dziewka aż piszczy do łóżka, a  on ślubuje trzy głowy...
Jakże inaczej obecnie życie by  mu się złożyło,
gdyby go w nasze czasy przeniósł  wehikuł  jakowy.
Wstąpiłby do ZChN-u - z miejsca, utartym torem
zostałby najmarniej - posłem, a może i senatorem.
A gdyby była z niego wprost niezwyczajna rura
- zostałby szefem gminy, lub przynajmniej szefem szefa biura...
- Chcecie? - Czytajcie TRYLOGIĘ! Ale mi przyznać musicie,
że oszołomy dzisiaj mają łatwiejsze życie!!!

Jan Skrzetuski-Kalinowski

Jedzie jedzie na wałachu...
Lśni gumowy but!
A skąd ci się wziął, mój brachu,
ten zwycięski chód?
- Gdy tu Zachód zakup czyni
to jest dobrze, za to,
kiedy nam co zechce wtrynić
- Nie ma zgody na to!!
Na fufajce rysia skóra...
Zamiast wideł - miecz...
- Wredny Zachód nic nie wskóra,
bo mu krzyknę - Precz!!!
Robi rotmistrz groźną minę...
 - Po co nam ten chłam?
Pomarańczę i cytrynę
wyhoduję sam !!!

  Ataman  Wojska    Siczowego
Watażka Jurko Krzaklewski jako przewodniczący Marian Bohun?
- Tego nie zniosą nerwy niczyje!
- Chodu, na Sicz - z Warszawy!
- Za Dniepr!
- Jej Bohu !
- Spasajte braty ridnyje !!!

Silna    Litewska    Drużyna
Silna Litewska Drużyna
- siły konne i piesze! -
kiedy dowodzić zaczyna
Pancerny Towarzysz, Leszek!
„- Cały unurzan we krwi czerwonej...”
pohańców wschodnich (nie polskich dziewic ! )
na Ruś prowadzić zbrojne zagony
pragnie (tak pisał niejaki Sienkiewicz).

Mości Panie Jacku !
Obraziłeś Waść pono Rzędziana,
spostponowałeś go Pan - jeśli się nie mylę...
Po cóż obsadziłeś w jego roli pana,
którego czuć skunksem na milę ?
Jechał do Pinocheta,  psia jucha ...
Do dziś fetor od niego bucha...


Brak mi tu czegoś!
 Tak wielu mi brakuje tu osób, a zwłaszcza
 strażnika koronnego Samuela Łaszcza,
 co lekceważąc władzę po Polsce pieniaczył,
 a którego Artysta malować nie raczył.
 - Zapytać Pana Jacka ?
 - I odpowie mi co ?  
 - Łaszcz „lepperuje”  Polskę. Broną i kłonicą !!!

 

Onufry Zagłoba

„U nóg pana Zagłoby leży chorągiew pułkowa...”
Uciekający kozacy giną pośrodku kurzawy...
.. . . . . .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jeden człowiek sił i czasu nie żałował,
a inni się już podpinają jako autorzy Wystawy.
Ale tak to już bywa - jeden utrudzi się pracą,
a wynik zdyskontować umie zwyczajne LADACO.
26.02 - 04.03.1999.

POTOP
Przybycie Kmicica
Kiedy  Oleńka przędła kądziel,
a Żmudzin się po... włosach drapał,
wtedy się ozwał skrzyp wrzeciądzy
i na podwórzu koń zaczłapał.
Oleńka się zerwała dziko,
chwytając w biegu słój z barwiczką
i mrucząc w pasji – Co za licho...?
- miksturą smarowała liczko.
Za drzwiami coś szumiało krzynę,
jakby ktoś odlał się na ścianę,
następnie – stukot łba w futrynę
i okrzyk – O, k...wa!!  i – O, rany!!!
Drzwi otworzyły się szeroko
I gość pojawił się na bani...
Łeb miał rozbity, sine oko...
Czknął  i zapytał – A, gdzie pani?
Oleńce ścierpły aż kolana
i mróz przez krzywe przeszedł  nogi,
więc wychrypiała – Witam pana.
Co waści niesie w moje progi?
Przybysza ciut zamurowało
i czuł, że traci do niej pociąg,
bo włosów miała raczej mało,
a za to zeza – jak korkociąg...
Uroczy pyszczek  - cały w piegach,
a z przodu płaska – niczym szczapa.
On poczuł, że go złość nabiega
i szabla sama zgrzyta w łapach!
Lecz, że był biegły w ekonomii,
a długów więcej miał niż włosów,
więc opanował się przytomnie
i rzekł nad podziw miłym głosem
-          Jam  Jędrzej Kmicic, miła dziewko.
Tyś jest przez dziadka mi przyznana...
Oleńka się skrzywiła ździebko,
Lecz rzekła prędko – Witam, pana.
              *   *   *
 I żyli – dzieci nie rachując,
Chwaląc – raz króla, a raz – Boga...
A wszystko, co Sienkiewicz zbujał,
To tylko propaganda wroga.                                  1988

Pojedynek
Ustaliła rada szlachty z całej okolicy,
Że do bitki o Oleńkę staną dwaj szlachcice.
Stanie więc do boju o nią sławny Michał Jerzy,
A z nim straszny Andrzej Kmicic na szable  się zmierzy.
Otoczyli plac dokoła szerepetki, ciury,
odmikufle, dusibaby – wąsate szlachciury ...
Siadła panna Aleksandra na pniaku okrakiem,
a dokoła cisza taka – jakby posiał makiem...
Józwa Butrym bandolecik w górę wzniósł i trzyma,
by dać sygnał. Tylko zuchów do rozprawy nie ma!!!
Nagle jedna z Pacunelek – Zochna, czy Maryna,
Wpadła w tłum i zawrzasnęła – W Imię Ojca, Syna!!!
- W Imię Ducha! Także samo – Józefie, Maryjo!!!
- Pułkowniki w karczmie za wsią u Jankiela piją!!!
 - Kogo biją? – wrzasła szlachta, szable rwąc ze zgrzytem.
- A, dyć gadam! Od godziny piją okowitę!!! 
Jedni – Piją! Drudzy – Biją! – ryczą, jak to w tłumie,
Nikt zaś z tego ani joty zrozumieć nie umie...
Józwa wrzasnął – By ich diabli do piekła porwali!
Po czym wszyscy się rozeszli... - I życie szło dalej...

List Charłampa
 „U Pakosza na kwaterze
w dobrobycie aż po uszy
spoczywałeś, oficjerze,
myśląc – Kto mnie tutaj ruszy?...
Jadłeś ser, spijałeś mleko,
popijałeś piwa, miody...
Wszystko miałeś niedaleko
- i szacunek i wygody...
Stary Pakosz karmił, poił
i przymykał  nieraz oko...
Wszyscy byli –bliscy, swoi...
Tak ceniono cię wysoko!
Chciałeś z Zońką – była Zońka.
Chciałeś z Terką – dała Terka.
Maryś też nie żałowała
- z buzią słodszą od cukierka...
Używałeś - jak kot w marcu
- walcząc w noce, chrapiąc we dnie.
Wypijałeś miodu garnce,
 zaś piweczko – w dni powszednie...
Skoro ci tak dobrze było,
żeś potłuściał jak kot bury,
co ci w durny łeb strzeliło,
żeś pojechał gdzieś w konkury?
Miałeś trzy – chciałeś mieć jedną!
I w dodatku jest kobita
- jako mówią – z gębą wredną,
po szlachecku – niedomytą...
- Chwała Bogu! Odmówiła!
Pociesz-że się, mój Michale!
Sprawa to jest arcymiła,
żeś się nie ożenił wcale!
Zjedz arbuza po kawałku,
spij polewkę – ciecz to miła...
Potem przyjedź, mój Michałku,
do hetmana Radziwiłła!!!
Niech mnie trafi pierwsza kula!
Gdy przyjedziesz pod proporzec
-          zdradzim sobie razem króla!”
                              Charłamp.
                        (Rotmistrz – petyhorzec)

W Nurcu u Skrzetuskich
Właśnie Halszka zagnała męża do łoża,
bo od roku nie była w poważnym stanie,
gdy na larum zagrały pieski na dworze,
którym odpowiedziało końskie parskanie...
Halszka gniewnie parsknęła – Prędzej, fajtłapo!
Jan się nieco tłumaczył, że nie wydoli..
Wtedy we drzwi zastukał ktoś mocną łapą
i  zza progu figlarny wyjrzał pacholik.
- Czego? – spytał uprzejmie rycerstwa wzorzec,
podtrzymując galoty w mocarnej garści.
- Jaśnie Panie! – rzekł sługa- Wyjdźcie na dworzec,
bo przyjechał spod Ujścia stryjeczny Waści.
Jan krewniaka powitał, a ten – jak nie wrzaśnie
Wojna! Wojna ze Szwedem! Gorze nam! Gorze!!!
Co pan Jan usłyszawszy, jak w ręce klaśnie!!!
- Wojna? Wojna? – powiadasz? Wojna? O, Boże!
Wreszcie coś normalnego nam się przygodzi!
Będę znów jadł koninę i sechł na wióry!
Jakże mi nadojadło wciąż dzieci płodzić,
Prać pieluchy i macać Halszkę i kury!!!
Żona, słuchając tego, trześnie go w banię!
A pan Jan się od razu zrobił spokojny..
- Zapamiętaj to sobie dobrze, acanie!
- Ty zostajesz - ja idę teraz na wojnę!
Zaś leżący pod oknem stary Zagłoba,
co półgarncem siwuchy delirium głuszył,
szepnął – To mi się wszystko nawet podoba...
Może w miłej Ojczyźnie coś się poruszy...

Partia Kmicica

 Kiedy stanął pan Kmicic przed Wojewodą,
to Radziwiłł poważnie pokiwał brodą
i zapytał ciszkiem – boczkiem, że ledwie słychać
- A któż tam u ciebie w partii jest, towarzyszu?
Pan Andrzej bowiem własną partię powołał,
oraz  sam stał na jej czele.
Kmicic spojrzał dosyć dumnie i -nie myśląc wiele –
tako Księciu Wojewodzie wypalił śmiele
- Same łotry, oczajdusze, zdrajce, nicponie!
- Lecz, że wierni, - daję głowę. To wszystko. Koniec!
Pan Andrzej bowiem – jak się rzekło - własną partię był  powołał,
oraz  sam stał na jej czele.
Pan Radziwiłł otarł kapkę, co mu zwisła z nosa
I tak panu Kmicicowi odparł z ukosa
- Wszystkie partie podobne są na całym świecie.
- O czym, drogi towarzyszu, chyba już wiecie!
- Książę Wojewoda Hetman także należał do partii
 (i to szwedzkiej!!!), więc wiedział, co mówi...

Bal u Radziwiłła
Dzisiaj bal u Radziwiłła!
Pozjeżdżali się sąsiedzi!
Najechało ludzi siła!
Przyjechali nawet Szwedzi!!!
Będzie jadło! Będą tańce!
Będzie wielkie używanie!
Będą z koła połamańce
I na pale nadziewanie!!!
Księżna pani w fraucymerze
każe pannom zmieniać dessus,
wiedząc, że ochota wzbierze
po ekscesach do karesów...
Brzmią janczary! Grzmią fanfary!
Kupa śmiechu! Masa krzyku!
W lochu wyje kozak stary!
Tatar sterczy na paliku!
Wreszcie – gdzieś koło północy,
gdy ostatni przebrzmiał wystrzał,
Książę Pan się ciut zatoczył,
czknął, odkaszlnął - nieco zbystrzał,
splunął, kaszlnął, rzekł – Sąsiedzi!
Nie ma dla nas inszej rady,
zwłaszcza, że wokoło -  Szwedzi...
Trza nam zabrać się do zdrady!!!
Zakrzyczeli wszyscy – Brawo!!!
Vivat, Książę! Vivat, Rada!
Każdy ma do zdrady prawo!!!
Vivat, zdrada!!! Zdrada!!! Zdrada!!!
Zdrada w hurcie i w detalu !!!.
Kniaź Ostrogski zdradził żonę,
Roch się zdradził w każdym calu,
że - choć dragon – jest  kapłonem,
von Duderhoff Szwecję zdradził,
bojar Szujski zdradził cara...
Każdy sobie jak mógł – radził...
Każdy się nad innych starał!
Wreszcie rano, już po kurach,
gdy posnęli wszyscy radzi,
niedopity rzekł szlachciura
- Zapomnielim króla zdradzić!!!
- Rzekł  Loewenhaupt – Fu!!!  Nieładnie!!!
                                  - U Polaków nic dokładnie...
- Imć Zagłoba wpadł mu w słowa:
                                   - Nasza cecha narodowa...

Wozem przez Litwę
Lezie poczet po wertepach, lezie...
Wiezie więźniów Roch Kowalski, wiezie...
                  Rzekł pan Jan Skrzetuski:
        - Wszystkiego dobrego na nowej drodze...
- Aleśmy narozrabiali...Co?
Kurzy deszcz po świętej Żmudzi, kurzy...
Dłuży się czas uwięzionym, dłuży...
                 Rzekł pan Jan Onufry Zagłoba:
         - I po co nam to było?
         - Wszystkiemu winien ten zdrajca miód
                                   wypity u zdrajcy hetmana...
        - Chyba nas nie rozstrzelają...Co?
Skrzypią osie pod więźniami, skrzypią...
Łypią ślepia w nocnej głuszy, łypią...
                Rzekł pan Michał Wołodyjowski:
        - Jak wyjdę cało z tej opresji,
           to się zapiszę do partii...
                - Ale chyba nas rozstrzelają..Co?
Sierdzi się Roch na kulbace, sierdzi...
Pan Oskierko przez sen w sianie ... wzdycha...
               Rzekł pan Stanisław Skrzetuski:
 - Nil desperandum, komiltoni..
 -  A waść, panie Wołodyjowski, dobrze się czujesz? Co?
Biedzi się nad sprawą szlachta, biedzi...
Szwedzi Litwę najechali, Szwedzi...
               Rzekł pan Wołodyjowski:
- Jako świadoma jednostka zapiszę się jednak do partii...
- Chyba, że nas rozstrzelają...Co?
Myśli głową pan Zagłoba, myśli...
Kryśli mu się niezły fortel, kryśli...
              Rzekł pan Zagłoba:
 - Michale! Co ty najlepszego chcesz zrobić?
 - Przecież nas może nie rozstrzelają... Co?
Pije z Rochem pan Zagłoba, pije...
Wyje basior w głębi puszczy, wyje..
           Rzekł pan Oskierko:
- Waść, mości pułkowniku, tym zapisywaniem
                            duszy  nieśmiertelnej nie gub...
- Nas może jednak nie rozstrzelają...Co?
Poi Rocha pan Zagłoba, poi...
Kroi mu się dobry dowcip, kroi...
                  I nagle ten młot, Kowalski rzekł:
 - Mości panowie!
- Zważywszy na permanentnie występujące
   w naszej Rzeczypospolitej trudności,
   oświadczam z całą mocą, że żadne określone siły,
   oraz wiadome moce nie zmuszą mnie
   do zboczenia ze słusznej drogi,
   odstąpienia od sprawdzonych aliansów,
   które są zgodne z naszą racją stanu!!!
- Vivat Król!!!
Rzekł  Skrzetuski: - Niech waści uściskam!
Rzekł Oskierko: - Mości Rochu, pyska!
Rzekł Zagłoba: - Rochu, mów mi – Ty, stary wuju!!!

 Kmicic

Gdy Andrzej Kmicic, ów zwolennik poczęć,
Oleńkę w łóżku sponiewierał godnie,
rzekła mu cicho: - Kończ waść, wstydu oszczędź...
Ów odparł: - Bene. Potem wciągnął spodnie...       1983

PAN WOŁODYJOWSKI
Michał Jerzy Wołodyjowski
Był  pan pułkownik Michał Jerzy
 rycerzem  w ponad stu procentach.
Śmierć i kalectwo wkoło szerzył,
depcąc wrogom po nogach ... i piętach.
Szablę miał ostrą jak ideologia,
którą ucinał nie tylko głowy.
A chudy był,  jak kartka żywnościowa,
a mały był, jak dochód narodowy.
Przed szykiem z szabli i bagnetów
pod koński chwost  się chował...
Choć pojmać chciano go nie raz, lecz przeto
nikt go na ogół nie pojmował...
Zginął w Kamieńcu. W e własnym łożu,
jakby był starcem lub półgłówkiem.
Kiedy do Baśki się przyłożył
- ta, przydusiła go ... połową.

Obrazek
Dmie w kufel imć Onufry,
wiatr hula gdzieś na błoniach,
wadzi się czeladź w kuchni...
-          A Azja bije konia!
Na ławie śni pan Snitko,
wilk wyje gdzieś w oddali,
klnie srogi Luśnia brzydko...
-          A Azja konia wali!
Na palu drzemie kozak,
janczarzy w kotły dzwonią,
czai się Tatar w łozach...
-          A Azja bije konia!
Dym kłębi się w kominie,
po stepie mgła się wije,
po Dniestrze czajka płynie...
-          A  Azja konia bije!
Czterdzieści dwaj dragoni
Rżną dziewkę na majdanie,
A Azja bije konia!!!
-          Czyż w końcu nie przestanie?
Komary żrą Tatara,
Allacha chwali Turek,
z dragonów bije para...
- A Azja – konia w skórę!
Już spił się pan Zagłoba,
już Snitce scierpła głowa,
już Luśni zbrakło słowa,
a kozak zlazł ze słupa...
Tatara zjadł Sobieski
I miodem go zapija,
zbój zbudził się bez kieski....
 - A Azja konia bije!
Już dosyć ma pan Michał,
Choć Baśka szepcze – Dalej ...
Już dziewka ledwie dycha..
-          A Azja konia wali!
Bo oto w czas pochodu,
wprost na kamieni kupę
koń zwalił go u brodu
i Azja potłukł ... głowę!!!
Więc  teraz u Tatara
Zawziętość straszna taka,
że dziki mąż się stara
zatłuc na śmierć rumaka.
Koń piękną spuścił szyję
i zgasła w nim nadzieja...
Wie, że go na śmieć bije
zły pomiot Tuhaj-beja.
Wiernego zatłuc konia!
- Cóż to za zły przypadek!
- Ażebyś, Azjo wspomniał,
że za to – pal ci w zadek!!!           

Pal

Michał  ma kaca, Basia pijana,
Azji się kumysz gardłem odbija...
Jeden Zagłoba trzeżwy od rana...
- La illah Allach!!!
- Jezus Maryja!!!
Pan Nowowiejski do Zosi Boskiej
dorwał się, a ta nawet  nie wrzeszczy,
Snitkę znów dręczą minione troski
i łeb w mocarnych dłoniach mu trzeszczy...
Kogut, choć jego pora – nie pieje...
Słońce, choć jego pora – nie wschodzi...
Dzień, chociaż jego pora – nie dnieje...
Głód, chociaż jego pora – nie głodzi...
- Co tu się dzieje? – Krzyki i lament,
festiwal przekleństwa i narzekania!!!
Pan Hetman robi właśnie remanent,
a tu brak pala do nadziewania!!!
Jęczą dragoni – Gdzie się mógł zadziać?
Szukają Lipki – gniewni i głodni.
A Luśnia mruczy – Trza kogo nadziać,
to mam swój własny palik przechodni. 1988
x-x-x-x-x-x-x-x-x-x-x

Brak komentarzy: